Beskidzka Mama Bloguje

Jak wygląda usunięcie migdałków u dzieci czyli najczęstsze obawy rodziców

Nie chcę w tym tekście podejmować polemiki na temat konieczności usuwania migdałków u dzieci. Po naszej długiej i krętej drodze, okazało się, że zabieg ten jest niezbędny, a przynajmniej daje szanse na normalne życie.

Postaram się tym artykułem odpowiedzieć na moje główne obawy (oraz Wasze pytania. Po udostępnieniu mojej relacji na insta stories na Instagramie, posypało się morze pytań), a zatem:

  1. Jak długo czeka się na termin na NFZ?
  2. Jak wyglądało przygotowanie do zabiegu?
  3. Jak minął nam czas na oddziale?
  4. Jak działa na dziecko „głupi jaś”?
  5. Czym są plasterki EMLA i czy były nam potrzebne?
  6. Kiedy zakładany jest dziecku wenflon?
  7. Co było najgorsze dla mnie jako rodzica podczas całego pobytu i zabiegu?
  8. Co było najgorsze dla mojej córki z jej punktu widzenia?

Jak długo czekałam na termin na NFZ?

Termin otrzymaliśmy na maj 2019 (będąc w styczniu 2019 po raz pierwszy na wizycie prywatnej). Wydaje mi się, że nie był to odległy termin bo raptem 4 miesiące, a nie byliśmy też w sytuacji, że zabieg musi być u naszej córki wykonany na już. Teraz wiem, że terminy są zdecydowanie dłuższe, sięgające do około roku.

Jak wygląda okres przygotowania się do zabiegu?

Na miesiąc przed zabiegiem mieliśmy wizytę u naszego laryngologa (wizyta była prywatna). Na tydzień przed planowanym zabiegiem odbyła się konsultacja z anestezjologiem (na NFZ), który przeprowadził z nami dokładny wywiad i przepisał jakie badania należy wykonać przed operacją. Badania wykonywaliśmy w piątek, tam gdzie planowany był zabieg (w poniedziałek był zabieg, więc badania były do odebrania już na miejscu). Dostaliśmy informację na parę dni wcześniej aby przyjechać 8.45 pod wskazany gabinet i aby dziecko było na czczo, tzn. nic nie jadło i nic nie piło (na 6 h przed zabiegiem nie może pić ani jeść). Zgłosiliśmy się o czasie, a na salę operacyjną zanieśliśmy córkę dokładnie 11.10. Dziecko oczywiście musi być zdrowe, bez kataru, kaszlu gorączki i innych objawów chorobowych.

Jak minął nam czas na oddziale?

Po etapie „papierkowym” miła Pani zaprowadziła nas na oddział, gdzie wskazała salę i dokładnie poinstruowała, że przed zabiegiem odbędzie się jeszcze badanie słuchu i badanie przez anestezjologa. Sala, na której czekała już wraz z rodzicami inna dziewczynka, była bardzo przyjazna dziecku. Na ścianie fototapeta z pięknym widokiem, w telewizji bajki, na oknie maskotka. Łazienka w tej samej sali czyli jedna na 2 pacjentów. Po odbyciu obydwu badań, należało dziecko przebrać w piżamkę szpitalną, taką oto.

Czas minął nam na wygłupach, bajkach i czytaniu naszej ulubionej serii książek „Zaopiekuj się mną”.

Sala na oddziale
Zabawa pilotem do łóżka zdecydowanie umilała czas 🙂

Jak działa „głupi jaś”?

Potem pani pielęgniarka przyniosła specjalny syropek, tzw. głupiego jasia, był trochę gorzki, ale do przeżycia, najgorsze, że dziecko nie może go niczym popić. Moja ma 7 lat więc jej wytłumaczyłam, że po prostu trzeba. Po jakichś 30 minutach zaczęła się robić bardzo wesoła, widziała podwójnie i ogólnie trochę śmiechu było. Tak rozluźnioną kazali zabrać na ręce i przenieść na blok operacyjny, gdzie się ostatni raz widzieliśmy przed zabiegiem.

Czym są plasterki EMLA i czy się nam przydały?

Plasterki EMLA (też nie znałam wcześniej) to nic innego jak miejscowe znieczulenie skóry przed nakłuciem. Nie kupowałam, chociaż strasznie bałam się momentu zakładania dziecku wenflona. Dowiedziałam się jednak wcześniej, że odbywa się to już na sali operacyjnej po uśpieniu dziecka (przez maskę).

Co było dla mnie najgorsze?

Oczywiście czas oczekiwania na dziecko po operacji. Jak już wiadomo, że ok, to ogromna ulga. Przywożą na wpół przytomne dziecko i pozwalają żeby sobie spało. Córka jednak dość szybko się wybudziła i potem drugi zdecydowanie najgorszy moment, to jak dziecko już się całkiem wybudza. Trzeba przygotować się na histerię. Córka płakała, kaszlała, czuła, że coś jej przeszkadza w gardle, chciało się jej pić. Małe łyczki wody można podać, ale dopiero po ok. 30 minutach od przywiezienia. Panika trwała ok pół godziny, ale potem jak już mogła się napić, to poszła spać. Zupę dziecko dostaje dopiero po 2 h po zabiegu, jak jest gotowe wstać z łóżka i pochodzić po korytarzu.

Co było najgorsze dla mojej córki?

Wcale nie rozstanie z rodzicami, jakby się mogło wydawać. Zapytana, odpowiedziała, że zapach tej maski jaką miała nakładaną przed operacją. Potem nie pamięta już zakładania wenflonu, trochę bała się też „przyssawek” do klatki piersiowej przed operacją (to już na samej sali operacyjnej).

Co usłyszała na sali operacyjnej?

Lekarz fajny, bardzo fajny! A pani pielęgniarka to super miła. Słowa jakie od nich słyszała to:

– O jaką jesteś fajną, dzielną dziewczynką! Zaraz to szybciutko załatwimy!

A jak miała już założone przyssawki i maskę to:

– Brawo, to teraz sobie zaraz zaśniesz. Jak się obudzisz, to będziesz już po z rodzicami.

Czy pozostała jakaś trauma?

Zapytałam ją co by powiedziała innemu dziecku, które jeszcze nie miało takiego zabiegu?

– Było nawet troszkę fajnie, nie ma czego się bać!

Jeśli macie jakieś pytania, piszcie pod artykułem.